ostatnio tonę w stosie rysunków, wszystkie ubrania mam wybrudzone farbą, robię mega kiczowate zdjęcia, a swoje wszelkie życiowe mądrości czerpię z serialu Grey’s Anatomy. bo co innego można robic oprócz oglądania medycznych seriali całymi dniami? nawet gazety czytam trzydziestokilkuletnie. maluję dziwne obrazki i wgapiam się w szkice Sienickiego i jestem szczęśliwa z tym wszystkim potwornie. i jedynym czynnikiem ułatwiającym to wszystko jest myśl że w połowie lipca będzie już po wszystkim, będzie można poświęcic się jedynie odpoczywianiu

poza tym jestem potwornie rozczarowana tym co prezentują najnowsze piosenki ukochanego placebo. albo to ja się zestarzałam, albo to rzeczywiście jest totalna porażka.
a tak w ogóle popieprzenie totalne. czy to wiosna czy może wrodzona głupota? tak czy inaczej dobrze jest robic to co się naprawdę kocha






