Archiwum z luty, 2007

h1

o.czasie.po.czasie

luty 23, 2007

wszystko się zmienia. okazuje się, że osoby kiedyś najbliższe teraz nagle okazują się całkiem obce. juz nie wiemy jakich sluchają płyt kiedy im źle, a jakich kiedy im lepiej i wiele innych podobnych niby to banalnych niby błahostek. i znów nowe postanowienie wręcz noworoczne chociaz w odróżnieniu od tego postanowienia które postanowilam wtedy kiedy postanawiają wszyscy czyli w północ sylwestrową jest odwróceniem owego postanowienia o 180 stopni. miejmy nadzieje że okarze sie ono bezsensu. lista książek czekających na przeczytanie wydłuża się z minuty na minute. zaczynam kolejny obraz, zeby nie kończyc go przez najbliższe pół roku. patrze na to wszystko coraz częściej, zaciskam mocno wargi, żeby tego wszystkiego nie zniszczyc.

.

.

.

kiedyś zniszczę.

h1

luty 19, 2007

o tym, że w środku nocy obudziłam się albo i nie bo w sumie chyba nawet nie zasypialam, i w uszach brzmiały słowa Kaczmarskiego, których nie mogłam sklecić w całość. o tym, że wczoraj oglądałam film o tym że zakochani widzą słonie. o tym, że zimna herbata traci smak, a środki przeciwbólowe wcale nie dzialają. i, że przez 5 minut poczułam się naprawde dobrze. ale to tylko przez 5 minut, bo ja zawsze znajde sobie jakiś problem. a na lesmiana już przestałam liczyc. tak. musze się udać do księgarni. no i paluchy mnie bolą od gitary. temperatura źle mi robi. pa.

h1

brak mi tylko tchu.

luty 15, 2007

zima powoli jednak z uporem zmierza ku końcowi. i dobrze. biegnę coraz szybciej, aż zaczyna brakować tchu. pytanie tylko: po co? za czym.. i jakim cudem skoro na dobrą sprawę nie robie nic co w jakikolwiek sposób mogloby mnie zmęczyć. a jednak. spalam się, poświęcając swój czas dla rzeczy może nie istotnych, może nie ważnych, może błahych.. ale idąc do przodu lepiej o tym nie pamiętać. lepiej myśleć, że to całe życie, że to najważniejsze. ale ostatnio jakby było inaczej. i ten szczególny, dziwny wręcz ból…. moze coś się zmieni? : ) na leśmiana przestałam chyba liczyc. tak więc czytam kolejny raz dawno już przeczytane wiersze ucząc się ich nie na pamięć, znajdując w nich kolejny raz to, czego wcześniej nie zdołałam zauwazyć. i jeszcze tylko blask księżyca i gwiazdy. i dobrze mi jest. i znów myśli, które narazie pozostawie tylko dla siebie. hm…. gdzieś się zgubiły nuty… szukam. mozart mistrz. moze leżą na stole…..

.

.

.

.

idę grać.

 

.

mamy butelki z benzyną i kamienie. wymierzone w ciebie.

.

.

przeciw konsumpcyjnej rzeczywistości.

h1

disco.dla.wrażliwej.młodzieży!

luty 10, 2007

(:

radośnie. cichutko jednak z tą radością. z uśmiechem natwarzy całkiem jeszcze nieśmiałym i wieloma planami. bo pewnego dnia świat przygotowal dla mnie dużą niespodziankę, pokazał drogę i dał całą torbe nadzieji. tak więc jem jogurcik (jogurcik to zuo!), slucham sobie muzyki, gram mozarta. biedak pewnie sie w grobie przewraca ale z drugiej strony chyba już nic nie może mu zaszkodzić. książka leży na podłodze otwarta. czeka na leprze dni, kiedy wreszcie wezme ją do ręki. leśmiana jak w księgarni nie bylo tak nie ma. a moze jest a tylko ja zapomnialam zapytać… klisza też czeka. moze sie doczeka. przy czym w labie zapewne powiedzą że skaner nie działa itd.

wiosny chcę. wiosny w sercu, wiosny w duszy, wiosny za oknem!