h1

she’s lost control again

kwiecień 3, 2008

byłam sobie w kinie. dawno w sumie, jakieś 2 tygodnie temu z hakiem. przed seansem było burito na szybko, sok pomarańczowy i szukanie biletu po kieszeniach jak to mam w zwyczaju. i co…? seans sie zaczął, a ja słyszałam oddychanie ludzi na sali. cisza absolutna. tak, właśnie tak. przeżycie właściwie niesamowite, film kręcony przez fotografa jest jedną wielką, ruchomą fotografią. ascetyczny w formie i przekazie CONTROL Atona Corbijna wszedł we mnie jak w gąbkę bezpowrotnie. I nagle obraz Joy Division, zespołu który od dawna mnie fascynował stał się pełny. Ian Curtis i jego muzyka to jedno. Nie mnie oceniac, czy to film ‘zły’ czy ‘dobry’, nie jestem krytykiem. Tak czy inaczej bardzo mocno poruszyło..

polecam, bez względu na to, czy ktoś zna ich muzykę czy też nie.

a w zeszłym tygodniu były Kasi urodziny 18 bo już stara jest, i przy okazji zlot DA w Albotaku. miło było zobaczyc tych dobrze znanych już i całkiem nowych znajomych :) zjęcia by me, luszien i qdlaticus

no i na koniec parę słów prawdy które wryły się moją świadomość, tak bardzo adekwatne, a raczej przeciwstawne do tego co teraz robię

a jednak…

no i obiecuję, że zdjęcia pojawią się dziś na digarcie jakieś. a jak się nie pojawią to niedługo będą na blogu

4 komentarzy

  1. Zgodzę się z Tobą, że film jest poruszający, coś w sobie ma historia tego wokalisty i on sam. Mi od początku się spodobał, lubie takich ludzi, maksymalnych indywidualistów..Wcześniej nie wiedziałam zbyt dużo o Joy Division, znałam chyba jedną piosenkę.. warto jednak im się bliżej przyjrzeć..


  2. hah, z checia wielka bym poszla na to do kina… ale nie mam na nic czasu, zaczelam sie w koncu uczyc do matury :D:D
    fajnie, ze w koncu znowu cos focisz :*


  3. mam zamiar obejrzeć control… tylko nie wiem kiedy będę miał okazję :(


  4. bylem na premierze, z muzykami, rock’n'rollowcami… myslovitz, negatyw, pennylane… mnie to dotknelo a co dopiero ich, ciagle wracamy do control w rozmowach.



Skomentuj