promyczki słońca wpadają przez okno.
przy okazji trochę więcej słońca w życiu.

promyczki słońca wpadają przez okno.
przy okazji trochę więcej słońca w życiu.

tak.. lato wybuchło z całych sił. nie dając nawet chwili wytchnienia.

cały czas trwała (trwa dalej?) pewnego rodzaju walka sama ze sobą. wygrana zależy teraz tylko od tego czy sama uznam się za przegraną czy wręcz przeciwnie.
wczoraj był dobry dzień, zły wieczór. uśmiechy mijanych ludzi kiedy patrzyli z lekkim zaciekawieniem na kogoś kto brnie przez centrum krakowa z balonami przyczepionymi do torby. bezcenne. ale o tym następnym razem. i jeszcze pan z malinami których w żaden sposób zjeśc nie byłam w stanie. ciekawostką był też pan ratownik grający na gitarze z uporem ‘wyszły w pole kurki trzy(..)’ czy jak to tam szło..
duży ładunek pozytywnej energii gdzieś tam schowany głęboko. teraz go wyciągam. dobrze było parę mądrych słów usłyszeć. dobrze jest marzyc, bez względu na wszystko. tak właśnie… taka moja własna alicja w krainie czarów. bardzo własna i bardzo prywatna. ah. i yasia dziś zapukała do mych drzwi. ale o tym też innym razem.

z podziękowaniami dla tych szczególnie, dla których nie zawsze jest wszystko w porządku, którzy widzą to, czego inni nie potrafią dojrzeć.

długie łikendy mają to do siebie, że są zbyt krótkie. szczególnie ten ostatni. wiec jakby to powiedzieć.. przyjechała z samiuśkiej stolicy Szania. a jesli Szania przyjeżdża, albo ja do Szani, albo w ogóle razem gdzieś jedziemy to wiadomo, że zabawa będzie przednia. paradoksalnie wspominając wszystkie wspólne wyjazdy okazuje się, że mimo ilości pochłoniętego przez nas pożywienia, jeśli liczyć je w kaloriach, kilogramach i czymkolwiek innym zawsze dziwnym trafem tajemniczo zrzucałyśmy kilka kilogramów (dieta wysokokaloryczna rządzi). no i w sumie od lat niewiele się zmieniło. no może poza głosem zza ściany złowrogo mówiącego ‘z kim Ty dziecko pójdziesz na studniówkę?’ (nietrudno można sie domyślić iż głos ów należy do babci : ) ) tradycyjnie na swych własnych prywatnych nóżkach przeszłyśmy dziesiątki kilometrów z wiecznym (sic!) uśmiechem na twarzy. obowiązkowy punkt programu: lanckorona. dziecko krzyczące ‘tato! tato! mam lody dody!’, smażące się kiełbaski, szarlotka z bitą śmietaną, niewygrane 10 milionów złotych, kilka rysunków od niechcenia. plus droga powrotna na butach (bo długi weekend, wiec komunikacji publicznej zero) i satanistyczny z lekka aniołek, kochany przez tłumy.

a w niedziele padał desz… a, że w czasie deszczu dzieci się nudzą..

i tak moja młodsza siostra okazała się najlepsza w pinballa, troche wstyd przegrac z dwunastolatką. potem przyniosła jeszcze tomb rajdera i strzelałyśmy do bogu ducha winnych zwierząt. no i Lare zadźgałyśmy pare razy, ale cii…
deszcz padał ale wieczornego spaceru nie można sobie było nijak odmówic..

przy okazji był jeszcze kraków, kilka kawiarni, pare wystaw w tym przepełniony ‘depresją’ bunkier sztuki. trochę krwi się polało, lecz najbardziej kopnęła mnie mała kartka a4 wisząca na ścianie, która zastąpiła prace jednego z artystów, Oskara Dawickiego, który na owej wystawie miał się pojawić: ‘Z największą przykrością zawiadamiam, że mój udział w drugiej odsłonie wystawy pt. »Depresja « stał się więcej niż problematyczny, tzn. stał się niemożliwy! Problem polega na tym, że jestem zakochany! I co się rozumie samo przez się, wyklucza mnie to definitywnie z roli eksperta od Depresji!”.
Gdzieś tam jeszcze wypad do kina, “sen kasandry” i z lekka sprana psychika. no i jeszcze martwy Ewan McGregor. ale ogólnie film sądzę iż był całkiem niezły, chociaż na kinie to ja sie zbytnio nie znam.
no to teraz wracamy do szarej rzeczywistości…




od dawna nie spadł tutaj prawdziwy deszcz. co najwyżej kwaśny. kwas ten nie bierze się znikąd. podejrzewać można że ogólna zła atmosfera wpływa na niego niezbyt pozytywnie i do kwasu i kwaśności stąd już nie daleko. a jesli nie deszcz to może chociaż słońce? ale też bez żadnego oszukiwania…?
a świat mój straszliwie zawęził się ostatnio. nie dośc że czarno-biały to wygląda właśnie tak..
\
i dziękuję Kasi za propozycję nie do odrzucenia, która padła na matematyce;) nic tylko skorzystać. a co prawda przydałoby się chyba…
mimo, że niebo wisi odwrotnie.