jakby tu zacząć od początku… 3 miesiące braku internetu i dużo się wydarzyło. w takim razie więc zaczynam od samego początku tego początku…

1 czerwca – dłuuuugo oczekiwany koncert miłości mej chyba największej. Taa…. PLACEBO w Warszawie. Dużo radości, trochę łez, Szania & co. no i oczywiście zawsze i wszędzie muzyka. Ciężko ocenić obiektywnie wydarzenie takie jak to. Może i było ich stać na więcej, ale dla mnie w tym momencie to nie było istotne. Ważne, że tam stałam, że byli prawie na wyciągnięcie łapy mojej…. ot. spełnienie jednego z wielkich marzeń…
zdjęcie gdzieś z sieci.
a potem…..
tamtaraaaaaaaam! uwaga uwaga… wycieczka nie mniej pasjonująca bo wycieczka do Berlina. Betonowa dżungla tego miasta też nie miała większego znaczenia w styczności z ogromną ilością śmiechu, radości. Tak więc dumna, wtedy jeszcze klasa IA udała się na podbój europy i co za tym idzie całego świata. Dziękuję bardzo wszystkim tam obecnym, za radość, uśmiech… za to że będzie co wspominać kiedy już całkiem się zestarzejemy ; D bo nie co dnia wszak jakaś wredna niemka wyrzuca Cię z muzeum Pergamonu, tudzież traci się głos, czy włącza alarm tu i ówdzie. dziękuję wszystkim za mnóstwo śmiechu i uśmiechu, za to że na starość będzie co wspominać o czym wiemy bardzo dobrze tylko my…:)

fotki by Teresa i Agnieszka. a tu moimi oczyma….

potem powrót do szarej, szkolnej rzeczywistości, jednak, że zawsze wiemy gdzie się wkręcić……. pracowaliśmy ciężko jako sekcja techniczna przygotowując scenografie do przedstawienia szkolnego koła teatralnego, przy okazji nie było nas w szkole dość długo..

potem oczekiwana przez wszystkich premiera…. w strugach czerwcowego deszczu nie obyło się bez małych wpadek, ale o tym wiemy tylko my… (:

a po ciężkiej pracy nadszedł czas na odpoczynek w jakże miłym towarzystwie…

no i proszę państwa…. nastały wakacje! przywitaliśmy je rozbierając jakże urodziwą dekoracje w kolorze zdechłego różu w szkolnej sali gimnastycznej, potem wspólna pizza. no i pierwszego dnia wakacji wyprawa do krakowa na wianki które brzmiały jak ‘Jedwab’ Róż Europy.. taaaa…. to była niesamowita noc : )
potem kilka wspólnych wypadów do krakowa w celach bliżej nieokreślonych. durne filmy, zatłoczone środki transportu, ulubione knajpki; jakieś ognisko przy okazji, mecz polskich siatkarzy na dróżkach i kilka kiełbasek w ogniu..

morze. mimo że tłoczno, mimo iż głośno myśli moje płynęły razem z wiatrem z zachodu… tak. dawno nie widziałam polskiego morza.

potem powrót do szarości, zwyczajności. trochę ran na duszy. czasem gadam z pluszowym i pluszowy mówi, że jak zwykle wyolbrzymiam. i ma racje. bo jest pięknie. tylko czasem..

tak czy inaczej marzenia, marzenia, marzenia. poezję czytam chociaż nie powinnam bo brakuje czasu, bo powinnam dusić Dostojewskiego jak cytrynę.

koniec wolności…. co z tego wszystkiego pozostało? taa… na pewno będzie o czym myśleć przez kolejne dziesięć miesięcy. więc pozostaje czekolada z bitą śmietaną, muzyka i zdjęcia i jest pięknie.. mimo iż nie wszystko się udało, mimo, iż parę rzeczy bym zmieniła…
dziękuję za ostatnie 3 miesiące. za wszystkie łzy i uśmiechy.
