Archiwum kategorii ‘Warszawa’

h1

elect the dead.

kwiecień 16, 2008

była warszawa, był koncert serja tankiana i dużo miłych rzeczy ale ja jak to ja, nie mam ani nawet pół zdjęcia. pociąg na trasie kraków główny -warszawa centralna złapał 10 minut opóźnienia. miło było, burżujstwo pełną mordą, intesiti z miejscóweczką, plecaki wypchane jedzeniem które i tak wypatroszyła miła pani przy wejściu do stodoły pare godzin później. ah ta polska młodzież, troche dziwnie czułam się w zmiętym podkoszulku i dżinsach patrząc na ludzi siedzących w przedziale i rozmawiających o niuansach finansów publicznych naszego pięknego kraju ale to tylko drobny szczegół. na dworcu kiedy już wysypaliśmy się z pociągu niezmiernie miło było zobaczyć Szanię i Nezz, bo już chyba prawie wieki się nie widziałyśmy. potem jeszcze kawka, ciężkostrawny ‘obiad’, przyjechał Michał i tylko szybciutko siuuup w metro i pod stodołę bo czasu było bardzo niewiele. ale koncert jak to koncert, trochę rozpoczęcie się przeciągnęło, ludzie zaczęli się tłoczyć jak sardynki w puszce, a ja sobie myślałam, że w sumie to troche głupie bo w sumie płytę Serja przesłuchałam jakieś dwa razy przy okazji czegoś tam, ale cóż, przecież miało to byc swego rodzaju spełnienie marzeń wręcz dziecięcych jeszcze. zaczęło się. support w postaci grupy InMe nie poraził mnie oryginalnością swojego repertuaru, ale trochę wprowadził w klimat późniejszych wydarzeń. Jak już się zaczęło wreszcie (uff) zrobił się młyn nielada i tym samym sposobem perfidnie dostaliśmy się, jak sądzę, w bardzo sympatyczne miejsce, mając kilka metrów do sceny. pięknie było. poskakać, potupać, wywrzeszczeć się. Serj się cieszył, towarzystwo me koncertowe też się cieszyło. a kiedy już na sam koniec przywalił tytułowy utwór Elect the dead to prawie buty mi spadły z nóg, niewiarygodnie wręcz pięknie to brzmiało. po wyjściu wyglądaliśmy jak po wyjściu spod prysznica ale warto było jechać tyle kilometrów, poświecić ten czas, ażeby się tam znaleźć. zamiast po koncertowego noclegu u Szani była przegadana noc, pełna wspomnień z lat całych, bo my już stare dupy jesteśmy i znamy się już bardzo długo  : )

zdjęcie ukradłam z onetu

jakoś pokoncetowo nostalgicznie się zrobiło, więc słucham sobie muzyki (serja bo dopiero po koncercie tak naprawdę dopiero doceniłam siłę płyty Elect the dead), deszcz pada, ja zjadam sobie coś jak zwykle bardzo kalorycznego, bo moje drugie imię brzmi niezdrowe odżywianie. tak sobie myśle… albo nie (:   wygrzebałam gdzieś z dysku stare zdjęcia, z lutego jeszcze. jak dawno nie grałam… brakuje mi tego potwornie, ale z bólem serca stwierdzić muszę, że jednak czasu teraz będzie coraz mniej i pewnie już nigdy nie zagram na gitarze tak jak kiedyś chciałam grac, nie nauczę się słynnych riffów nigdy chyba, brak mi cierpliwości. ale menuet Beethovena gram bardzo ładnie : ) i w tym miejscu przy okazji chciałabym podziękowac Michałowi za pożyczenie gitary (tak, to było bardzo pouczające doświadczenie) no i nie zapominając o Mateuszu również za miłe towarzystwo na koncercie i w drodze do i z warszawy

poprosimy jakieś 15 cieplej, bo zamarzam

h1

wspominając.

sierpień 30, 2007

jakby tu zacząć od początku… 3 miesiące braku internetu i dużo się wydarzyło. w takim razie więc zaczynam od samego początku tego początku…

1 czerwca – dłuuuugo oczekiwany koncert miłości mej chyba największej. Taa…. PLACEBO w Warszawie. Dużo radości, trochę łez, Szania & co. no i oczywiście zawsze i wszędzie muzyka. Ciężko ocenić obiektywnie wydarzenie takie jak to. Może i było ich stać na więcej, ale dla mnie w tym momencie to nie było istotne. Ważne, że tam stałam, że byli prawie na wyciągnięcie łapy mojej…. ot. spełnienie jednego z wielkich marzeń…

zdjęcie gdzieś z sieci.

a potem…..

tamtaraaaaaaaam! uwaga uwaga… wycieczka nie mniej pasjonująca bo wycieczka do Berlina. Betonowa dżungla tego miasta też nie miała większego znaczenia w styczności z ogromną ilością śmiechu, radości. Tak więc dumna, wtedy jeszcze klasa IA udała się na podbój europy i co za tym idzie całego świata. Dziękuję bardzo wszystkim tam obecnym, za radość, uśmiech… za to że będzie co wspominać kiedy już całkiem się zestarzejemy ; D bo nie co dnia wszak jakaś wredna niemka wyrzuca Cię z muzeum Pergamonu, tudzież traci się głos, czy włącza alarm tu i ówdzie. dziękuję wszystkim za mnóstwo śmiechu i uśmiechu, za to że na starość będzie co wspominać o czym wiemy bardzo dobrze tylko my…:)

fotki by Teresa i Agnieszka. a tu moimi oczyma….

potem powrót do szarej, szkolnej rzeczywistości, jednak, że zawsze wiemy gdzie się wkręcić……. pracowaliśmy ciężko jako sekcja techniczna przygotowując scenografie do przedstawienia szkolnego koła teatralnego, przy okazji nie było nas w szkole dość długo..

potem oczekiwana przez wszystkich premiera…. w strugach czerwcowego deszczu nie obyło się bez małych wpadek, ale o tym wiemy tylko my… (:

a po ciężkiej pracy nadszedł czas na odpoczynek w jakże miłym towarzystwie…

no i proszę państwa…. nastały wakacje! przywitaliśmy je rozbierając jakże urodziwą dekoracje w kolorze zdechłego różu w szkolnej sali gimnastycznej, potem wspólna pizza. no i pierwszego dnia wakacji wyprawa do krakowa na wianki które brzmiały jak ‘Jedwab’ Róż Europy.. taaaa…. to była niesamowita noc : )

potem kilka wspólnych wypadów do krakowa w celach bliżej nieokreślonych. durne filmy, zatłoczone środki transportu, ulubione knajpki; jakieś ognisko przy okazji, mecz polskich siatkarzy na dróżkach i kilka kiełbasek w ogniu..

morze. mimo że tłoczno, mimo iż głośno myśli moje płynęły razem z wiatrem z zachodu… tak. dawno nie widziałam polskiego morza.

potem powrót do szarości, zwyczajności. trochę ran na duszy. czasem gadam z pluszowym i pluszowy mówi, że jak zwykle wyolbrzymiam. i ma racje. bo jest pięknie. tylko czasem..

tak czy inaczej marzenia, marzenia, marzenia. poezję czytam chociaż nie powinnam bo brakuje czasu, bo powinnam dusić Dostojewskiego jak cytrynę.

koniec wolności…. co z tego wszystkiego pozostało? taa… na pewno będzie o czym myśleć przez kolejne dziesięć miesięcy. więc pozostaje czekolada z bitą śmietaną, muzyka i zdjęcia i jest pięknie.. mimo iż nie wszystko się udało, mimo, iż parę rzeczy bym zmieniła…

dziękuję za ostatnie 3 miesiące. za wszystkie łzy i uśmiechy.